Archiwum bloga.
- Goodbye Vietnam.
Lody, lody, lody…
CZYTAJ DALEJ





- Z południa na północ Wietnamu.
Trasa Saigon – Nha Trang – Hoi An – Hue – Hanoi
Przejechalismy Wietnam z południa na północ. Dokonaliśmy tego tzw. Open Tourem czyli biletem autobusowym z otwartą datą. Jest to bilet który wykupuje się np. w Sajgonie i pozwala na podróż na całej trasie z Ho Chi Minh City aż do Hanoi.
Przed zapłatą wybiera się tylko ile chce się mieć przystanków po drodze i tym samym zazwyczaj noclegów.
Koszt w biurach w Sajgonie wachał się od 29 USD do 50 USD za cały trip (z klimatyzacją). Najtańsze były bilety siedzące, najdroższe na każdym odcinku zapewniały autobus z miejscami do leżenia.
Wybraliśmy oczywiście najtanszą opcję za 29 USD. Okazało się jednak że było tak naprawdę jeszcze taniej :) Za bilet zapłaciliśmy w Wietnamskich Dongach, cena wydawała się bardzo ok. Przeliczyliśmy dopiero w naszym hotelu, i tutaj okazało się że po pierwsze wyliczenie w dolarach 29 USD x 2 wyszło pracownikowi biura 56 USD?! (a winno być 58 USD), następny błąd powstał przy przeliczeniu na Dongi i końcowa cena na osobę wyszła 19 USD :)
Podróż.
Pierwszy odcinek do Nha Trang (11h) odbylismy autobusem siedzącym. Następnego dnia “sprzedano” nas do innego biura i jechalismy do Hoi An (10h) luksusowym autobusem sypialnym – wrażenia jak ze statku kosmicznego :), kolejnego dnia znowu krótki trip do Hue (5h), także statkiem kosmicznym :), oraz na koniec znowu “sprzedani” do innego biura podróżowaliśmy na odcinku Hue – Hanoi (14h) prawdziwym “lokalaskim” autobusem. Dotarliśmy na przedmieścia stolicy skąd od razu zwinął nas właściciel lokalnego oddziału firmy transportowej i wrzucił nas do “darmowej” taksówki, która zawiozła nas do Elizabeth Hotel Hanoi czyli hotelu “prowizyjnego”, który płaci naganiaczom prowizję za “jeleni” skierowanych właśnie tam :) Oczywiście czekając na okazanie pokoju hotelowego, udało nam się poczytać na necie co nieco negatywnych recenzji na temat samego hotelu. Jednak ze względu na wczesną porę, zmęczenie i stosunkowo niską cenę (12 USD bez okna) zdecydowaliśmy się tam pozostać i poszukać czegoś na kolejne noce w spokoju, bez wielkich bagaży, które zawsze zwiększają cenę negocjowanego hotelu. Obsługa Elizabeth Hotel nie otrzymała naszych paszportów (ostrzeżenia z netu) i dzięki ich słabej pozycji przetargowej nasza jedyna noc tamże upłynęła w spokoju (no może nie licząć zapachu pokoju hotelowego – czuliśmy się jak w popielniczce).
Następnego dnia po kilkugodzinnym researchu przelogowaliśmy się do Sports Hotel Hanoi gdzie za jedyne 15 USD (A/C, net, śniadanie) w błogiej atmosferze spędziliśmy nasze kolejne noce w Hanoi.Sam pobyt w Wietnamie był naprawdę udany. W żadnym chyba kraju nie udało mi się tak “wsiąknąć” w klimat i fotografowanie było tutaj zupełnie innym przeżyciem niż gdziekolwiek indziej. Może łatwiej było zboczyć z mocno turystycznych szlaków – hm. w sumie wystarczyło po prostu zrezygnować z super megahiper atrakcji z przewodnika (takich jak Mauzoleum Ho Chi Minha, tunele Vietcongu czy Zatoki Ha Long). A czas który pochłonęły by takie wycieczki skierować eksplorację bardziej lokalnych rejonów Hanoi czy poranną gimnastykę w Nha Trang.
CZYTAJ DALEJ










- Wujek Ho ma się dobrze.
Wietnam jest czarno-biały.
CZYTAJ DALEJ






- Wietnam – wideo
Film z Ho Chi Minh City (Sajgon) i Hanoi
CZYTAJ DALEJ
- Wietnam – wjazd i pierwsze wrażenia.
Socjalizm vs. kapitalizm.
Zostawiamy Kambodżę za nami. Zostawiamy za sobą dopiero odbudowujące się Phnom Penh. Brudne i zanieczyszczone, pozbawione jak dla nas charakteru. Wcześniej organizujemy sobie wizę do Wietnamu.
Wiza do Wietnamu w Phnom Penh.
Uwaga. Spotkaliśmy się z wieloma wpisami na dużej ilości blogów, że jasne bez problemu można załatwić sobie wizę do Wietnamu w konsulacie w Phnom Penh. Oj. Ale dziwnym trafem każdy bloger załatwił ją sobie przez pośrednika :) Oczywiście załatwienie wizy jest możliwe, ale trzeba się przebić przez tłum “staczy”, i wiedzieć gdzie i komu wręczyć dowód wdzięczności by nie czekać na nią np. 3 dni. My po pierwszych planach stwierdziliśmy, że to misja niewykonalna. I zgłosiliśmy się do pośrednika (niebieskie biuro nad rzeką Mekong) gdzie za jedyne 37 USD załatwiono nam ją w pół dnia. Za 32 USD można ją mieć ale w cały dzień. Droga do Wietnamu minęła bez wiekszych komplikacji, w sumie to nuda, nawet pan celnik oscentacyjnie okazywal swoje znudzenie (nasz przewoznik autobusowy do biletu nie doliczyl “prowizji granicznej” = 2h patrzenia panu celnikowi w jego piekne oczy)
Sajgon? Zaskakujący!
Zaskakujący. Wbrew wszelkim napisom podczas drogi i na wizie: Socialist Republic of Vietnam, wszechobecnym plakatom z Ho Chi Minhem i Sierpem i Młotem. Dynamiczny wujek “Kapitalizm” ma się tu całkiem dobrze. Neony, modnie ubrani mieszkańcy, butiki Louis Vuitton, Prada itp. oraz targi ze wszystkim i niczym. Wszechobecne podróby i odrzuty z fabryk na targu Ben Thanh Market (udany zakup to m.in. drugiego gatunku torba Crumplera za 1/4 ceny w budce zdaje się nr 717 oraz dwuosobowy śpiwór z jedwabiu za 5 USD oczywiście po ostrym targowaniu :). Uwaga wszyscy przestrzegają przed kieszonkowcami i złodziejami na motocyklach którzy wyrywają z rąk torby – my na szczęście mieliśmy oczy wokoło głowy i nic złego się nie stało. Noclegi? W dzielnicy backpackerskiej jest ich setki już od 10 USD za dwójkę z klimatyzacją, darmowym WI-FI i nie ma sensu rezerwować czegokolwiek wcześniej.
Ciąg dalszy nastąpi…
CZYTAJ DALEJ



