Archiwum bloga.
- Phnom Penh – miasto, masa, maszyna.
Miasto szalone.
Masa ludzi na ulicach.
Każdy na swojej maszynie.Bonus: każdy chce Cię przejechać lub przynajmniej obetrzeć. Trafiony zatopiony! Wolnoporuszający się turysta z ciężkim plecakiem za 2 punkty. Turysta z aparatem, ze strachem oglądający się w prawo i lewo 5 punktów. Wytrawny traveller w biegu uciekający przed tuktukowcami i panami moto* aż 10 punktów! Pamiętacie słynną grę Carmageddon? O tak tu czujemy się jak uczestnicy tego wytrawnego gejmingu :)
(moto* – pan na motocyklu który za opłatą bierze Cię na swoje siedzenie i dowozi w dowolny puknt miasta – uwaga ten dowolny punkt miasta to jest zazwyczaj Killing Fields lub Royal Palace – innych dowolnych brak).
Ulice tego miasta to prawdziwy horror. Na szczęście jak zauważył jeden Pan w Siem Reap już nie to co kiedyś. Już nie porywają i mniej okradają turystów. Czczeni tu są Angelina Jolie (honorowa obywatelka Kambodży) i jej brat, hm… tzn. Brad.
CZYTAJ DALEJ
Brud i smród na ulicach, zamiłowanie do dolara (który notabene jest prawie oficjalną walutą – uwaga nie wymieniaj dolarów na granicy – tu nawet bankomaty wypłacają zielone papierki wydrukowane w USA).
- Kambodża – Phnom Penh.
Podwozimy, przewozimy i dowozimy czyli chłopcy skuterowcy.
CZYTAJ DALEJ












