Archiwum bloga.
- Phnom Penh – miasto, masa, maszyna.
Miasto szalone.
Masa ludzi na ulicach.
Każdy na swojej maszynie.Bonus: każdy chce Cię przejechać lub przynajmniej obetrzeć. Trafiony zatopiony! Wolnoporuszający się turysta z ciężkim plecakiem za 2 punkty. Turysta z aparatem, ze strachem oglądający się w prawo i lewo 5 punktów. Wytrawny traveller w biegu uciekający przed tuktukowcami i panami moto* aż 10 punktów! Pamiętacie słynną grę Carmageddon? O tak tu czujemy się jak uczestnicy tego wytrawnego gejmingu :)
(moto* – pan na motocyklu który za opłatą bierze Cię na swoje siedzenie i dowozi w dowolny puknt miasta – uwaga ten dowolny punkt miasta to jest zazwyczaj Killing Fields lub Royal Palace – innych dowolnych brak).
Ulice tego miasta to prawdziwy horror. Na szczęście jak zauważył jeden Pan w Siem Reap już nie to co kiedyś. Już nie porywają i mniej okradają turystów. Czczeni tu są Angelina Jolie (honorowa obywatelka Kambodży) i jej brat, hm… tzn. Brad.
CZYTAJ DALEJ
Brud i smród na ulicach, zamiłowanie do dolara (który notabene jest prawie oficjalną walutą – uwaga nie wymieniaj dolarów na granicy – tu nawet bankomaty wypłacają zielone papierki wydrukowane w USA).
- Tajlandia – Bangkok (Wideo)
Jeśli zakochać się w mieście to tylko w BGK.
CZYTAJ DALEJ
- Bangkok – prosimy o zapięcie pasów.
Panie i Panowie zapinamy pasy i otwieramy książeczki czekowe.
Wskakujemy w rollercoaster o imieniu Bangkok! Dlaczego o imieniu? Bo to musi być człowiek! Trochę betonowy, trochę lanserski, trochę oldskoolowy.
To miasto, to życie, to moc i siła! 38 stopni. Wykańcza. Sekunda i zbawienna ulewa ochładza organizm.
Wymiękasz?
Obracasz się i wchodzisz do centrum handlowego, gdzie sztuczne 19 stopni przywraca siły witalne.
Nadal Ci słabo?
Odwróć się i zaglądnij do ulicznego sprzedawcy, chłodny ananas lub red dragon już na Ciebie czeka!
Na ciepło? Wskakuj w smakowe seafood czyli owoce morza, a może sushi z przenośnego straganu?
Jesz, smakujesz, wąchasz, wciągasz – zażywasz narkotyku o nazwie (imieniu) Bangkok!
Szukasz ekstremum?
Wbijasz się w tłum seksturystów na Soi Cowboy i już jesteś oblegany przez dziewczyny krzyczące “Hello Sexy Man”!
Za mało?
Wskakujesz na lekcje tajskiego boksu, i ociekający krwią wracasz do swojego boxu w swojej superhipermegakorporacji błyszczącej nad miastem podrobionego wszystkiego – tutaj nawet słońce jest marki Dolce & Gabbana!
Już się obudziłeś?
Nie! Sen trwa dalej! Dzisiaj wieczorne zakupy na Siam Square! :)
CZYTAJ DALEJ




















