Archiwum bloga.
- Kuala Lumpur jeszcze raz [In love with KL].
In love with KL.
To nie jest wielka metropolia. Przynajmniej mentalnie. Ruch uliczny jest spokojny,
brak ogromnej ilości “naganiaczy” na cuda azjatyckich terapii czy
supermegawypasione riksze.
To miejsce koi nerwy. Uspokaja. Można bezproblemowo się wyłączyć. Wrzucić
wolniejszy bieg. Miasto, które wciąga podróżnika. Wystarczy wsiąść do
prawdziwego monoraila czyli klimatyzowanej kolejki, która na jednym torze
przemyka nieopodal KLCC (Kuala Lumpur City Center), rozkoszować się widokiem
dwóch strażników tego miasta czyli ulubionych przez nas Twin Towers.
Jedynie 1,5 miliona mieszkańców co jak na azjatycką stolicę jest niewiele. Dużo
przestrzeni. Stara architektura koegzystująca w symbiozie z nowoczesnymi
drapaczami chmur. Uliczne stragany z wszelkiego rodzaju jedzeniem serwowanym
najczęściej przez Chinczyków i Hindusów, wraz z bardzo amerykańskimi
Starbucksami oplatającymi wszechobecne centra handlowe.
Nawet hostel (Pondok Lodge Kuala Lumpur – 60 rm/noc) ma bardzo domową
atmosferę. Nikt nie wchodzi tutaj nikomu w drogę. Młodzi gap yearowcy (dzieciaki
zazwyczaj z UK robiący sobie przerwę w nauce) nie przeszkadzają, młodym
małżeństwom podróżującym często z małymi dziećmi.
Wszechogarniający uśmiech i jeszcze raz spokój. Po raz kolejny odpoczynek po
niespokojnych Indiach.
Zdecydowanie można stwierdzić, iż konfi guracja podróży: najpierw Indie potem
Azja Południowo-Wschodnia jest, była jak najbardziej prawidłowa. :)
Aha nawet Hindusi zasymilowani z lokalasami jacyś łagodniejsi są…
Trochę nocnego życia – które wreszcie jest!
Można się zakochać w tym mieście.
P.S. To nasz hub przesiadkowy dzięki airasia więc jeszcze zaglądniemy tu kilka
razy. Do zobaczenia KL. :)
CZYTAJ DALEJ







- Kuala Lumpur – burza tropikalna. (Malezja)
Czyli dlaczego przerwano ostatnio wyścig Formuły 1.
Odświeżający deszcz. Pada tutaj codziennie dwukrotnie. Po 12 i kończy się ok 15. I druga ulewa wieczorem. Krople wielkości naszego grochu. Nie przeszkadza, bo robi się odrobinę chłodniej i można odetchnąć. Nam kojarzy się z ulewami w “Lowcy Androidów” :)
CZYTAJ DALEJ



